FANDOM


Lista wpisów z drzewek sezonowych Roku Szczurołaka.

Marzec: Sezon Niedźwiedzia Edytuj

Iwo z Belhaven Edytuj

Zwój 1: Mawia się, że wiedźmini ze Szkoły Niedźwiedzia jak jeden są ogromni, barczyści i brodaci. Iwo z Belhaven nie całkiem jednak pasował do tego wzorca. Nosił wprawdzie brodę, lecz posturą i zwinnością bliżej mu było do Kota lub Żmii. Jak na ironię, to spowodowało, że charakter miał iście swemu Cechowi przystający…
Zwój 2: Niedźwiedzie to samotnicy, znani ze swej niechęci wobec towarzystwa innych wiedźminów, a mało kto był tak owemu niechętny jak Iwo. Jego awersja do pobratymców brała się jeszcze z czasów szkolenia w Haern Caduch. Mówiąc oględnie, nie lubił się z pozostałymi uczniami. Łączyła ich, można by rzec, nienawiść od pierwszego wejrzenia. Co kosztowało Iwo wiele… Wiele ran, wiele bólu, mnóstwo przelanej krwi. Potężniejsi odeń towarzysze nie okazywali cienia litości podczas wspólnych treningów. Walka była jednak wyrównana, a Iwo odpłacał przeciwnikom pięknym za nadobne.
Krwią za krew.
Zwój 3: Drogi świeżo upieczonych Niedźwiedzi rozchodziły się, gdy tylko ich szkolenie dobiegło końca. Później unikali się, jak mogli, a Iwo był tego świetnym przykładem. Pozostając głuchym na wieści o losie pozostałych, nie okazał zainteresowania, nawet kiedy rozwścieczone tłumy wygnały wiedźminów z Haern Caduch. I gniew czy wrogość niewiele miały tu do rzeczy, mutacje skutecznie zneutralizowały w nim takie bezsensowne uczucia. Nie obchodziło go po prostu, jak radzili sobie inni.
Grunt, że on sobie radził.
Zwój 4: Oczywiście, zdarzało się przypadkiem, że Iwo napotykał jakiegoś innego wiedźmina.
Jeden raz szczególnie utkwił mu w głowie. Trafił wówczas na Niedźwiedzia, którego znał jeszcze z czasów szkolenia. Tamten nazywał się Junod i, podobnie jak Iwo, nadał sobie przydomek „z Belhaven”, choć w przeciwieństwie do niego, z Belhaven wcale nie pochodził. Zapytany o przyczynę takiego wyboru, odparł z rozbrajającą szczerością, że brzmienie słów zwyczajnie mu się podobało, a skoro nie wróżył mniejszemu Niedźwiedziowi długiego życia, to nie miał oporów ukraść jego przydomku.
Jak na ironię, Iwo kilka lat później dowiedział się o śmierci Junoda. I poczuł…
Właściwie nic.
Skrzynia: Na wiedźmina z Cechu Niedźwiedzia natrafiła pewnego razu królowa Meve. Nazywał się Iwo. Jego śniada skóra wskazywała, że pochodził z gorącego południa Kontynentu, a obcesowość, z jaką odpowiadał na pytania królowej – że rzadko kiedy miał do czynienia z korowanymi głowami…

Kwiecień: Sezon Elfów Edytuj

Ida Emean aep Sivney Edytuj

Zwój 1: Rudowłosa i wielkooka Ida Emean aep Sivney była drugą obok Francesci Findabair elfką w Loży Czarodziejek i jedyną Aen Saevherne w tejże organizacji. Czemu nie należało się dziwić, zważywszy że Wiedzący stanowili rzadkość nawet pośród wolnych elfów, a kontakt z nimi był uznawany za ogromne wyróżnienie.
Zwój 2: Między innymi dlatego Ida wzbudzała duże zainteresowanie wielu członkiń Loży – właściwie, już samą swoją obecnością. Wolne elfy z Gór Sinych nie utrzymywały żadnych stosunków nie tylko z ludźmi, lecz nawet ze swymi pobratymcami, którzy żyli bliżej ludzi. Ona tymczasem zdecydowała się z nimi sprzymierzyć.
Zwój 3: Oczywiście, Idą nie kierowały pobudki serca ani niemądre sympatie. To była czysta polityka. Skoro władczyni Dol Blathanna potrzebowała wsparcia, Ida zgodziła się dołączyć razem z nią do Loży. W innym wypadku nie zbliżałaby się do spraw ludzkich. Wszakże historia nieraz udowodniła, że owe przynosiły wyłącznie kłopoty.
Zwój 4: Kiedy więc kilka lat później Triss Merigold poprosiła ją o pomoc w walce z Dzikim Gonem, Ida odmówiła bez chwili zawahania. I bez choćby cienia wyrzutów. Mogła wedle potrzeb sprzymierzać się z ludźmi, ale nie zamierzała za nich umierać.
Nigdy.
Skrzynia: Było coś, czego Ida Emean nie mówiła nikomu, nawet Francesce.
Wiedząca skrycie kochała morze.
Nie wstydziła się tej miłości, trudno zresztą o bardziej niewinne uczucie. Po prostu lubiła pielęgnować je w sobie, a nie dzielić się nim z innymi. Dlatego samotnie odwiedzała brzeg morza i wsłuchiwała się w kojący szum, podczas gdy fale obywały jej stopy. To w jakiś dziwny sposób przypominało Idzie o domu, mimo że elfka wywodziła się przecie z Gór Sinych. Nie czuła jednak, by prawdziwie należała do tego miejsca. Do tego świata. I choć nigdy o tym nie mówiła, jej wygląd zdradzał skryte w głębi serca uczucia. W biżuterii Idy nie było bowiem ani uncji kruszcu, ani karata górskiego kamienia – nosiła wyłącznie perły, korale i bursztyny.
Drobiazgi przypominające jej o domu, którego tak naprawdę nigdy nie miała.

Maj: Sezon Żmii Edytuj

Kolgrim Edytuj

Zwój 1: Można rzec, że los nigdy nie sprzyjał Kolgrimowi. Jeśli zrazu uśmiechał się do niego, to tylko po to, by potem wyszczerzyć wrednie kły. Nawet gdy ten jeszcze nie był wiedźminem, tylko małym nieszkodliwym smarkiem.
Zwój 2: Jako dziecko Kolgrim został porwany przez płaczkę, która w noc Saovine podłożyła jego matce własne potomstwo. Szczęściem w nieszczęściu, tej samej nocy potworzycę usiekł wiedźmin i zabrał wyratowanego chłopca z powrotem do osady – wydawałoby się wprost w matczyne ramiona. Pech jednak przeważył.
Zwój 3: Kobieta okazała się chorobliwie wiedźminom niechętna, toteż nie dała wiary ani słowom zabójcy potworów, ani łzom Kolgrima. Nie chciała widzieć synka na oczy, święcie przekonana, że podłożony przez płaczkę odmieniec był jej prawdziwym dzieckiem. Wiedźminowi nie pozostało zatem nic innego jak zabrać chłopca ze sobą – do Szkoły Żmii.
Zwój 4: Przez kolejne lata los jeszcze wielokrotnie zakpił sobie z Kolgrima, zarówno podczas morderczego treningu, jak i w czasie jego późniejszej tułaczki po świecie. Aż do jakże ironicznego końca, kiedy to wiedźmin, sam niegdyś odebrany niczego nieświadomej matce, został oskarżony o porwanie dziecka.
Skrzynia: Kiedy mistrz Ivar Złe Oko zlecił Kolgrimowi poszukiwania legendarnego rynsztunku Szkoły Żmii, jego pechowe szczęście znowu dało o sobie znać. Schematy rynsztunku wprawdzie odnalazł, ale do Szkoły już nigdy nie powrócił. W Białym Sadzie został bowiem oskarżony o porwanie syna bartnika i zawleczony przed oblicze lokalnego władyki. Ów obiecał ludziom, że sprawiedliwości stanie się zadość, i kazał sprowadzić wykwalifikowanego kata. Wyrok był tylko formalnością, Kolgrim powołał się więc na stare temerskie prawo, żądając próby sił zamiast procesu. O dziwo, władyka zgodził się na zmianę i polecił oskarżonemu oczyścić swą rodową kryptę z upiorów – w zamian za oczyszczenie go z zarzutów.
Niestety, według oficjalnych źródeł Kolgrim zginął, nie podoławszy zadaniu. Po Białym Sadzie krążyły jednak pogłoski, że to miejscowi, rozjuszeni decyzją władyki, zaatakowali wiedźmina, nim ten mógł wykonać zlecenie. Podobnież bartnik we własnej osobie uciął mutantowi głowę… Ot, taka tam plotka.
Acz jedno było już pewne. Odkryto bowiem poniewczasie, że zaginionego chłopca zabiły utopce.
Nie Kolgrim.

Czerwiec: Sezon Magii Edytuj

Stregobor Edytuj

Zwój 1: Stregobor nosił się, jak wedle wszelkich bajań nosić winien się czarodziej: siwy, brodaty i zgarbiony, zawsze w ciemnej powłóczystej szacie o szerokich rękawach, z długim posochem w dłoni. Można by rzec: pełen godności wizerunek, lecz tak naprawdę żaden szanujący się czarodziej nie przywdziewał baśniowych fatałaszków i akcesoriów. Oprócz Stregobora, oczywiście.
Zwój 2: Wespół z wątpliwym gustem Stregobor znany był również ze swych bardzo wiernych rzeczywistości iluzji. Wyczarowane przezeń kwiaty pachniały, jabłka można było jeść, pszczoły potrafiły boleśnie użądlić, a śliczne dziewczęta robiły absolutnie wszystko, czego tylko zapragnął ich twórca. Wielu powiadało, że to ten ostatni efekt był celem wieloletnich studiów Stregobora, lecz sam czarodziej zdecydowanie zaprzeczał.
Zwój 3: Poza iluzją Stregobor specjalizował się też w manipulacji pogodą. Potrafił zarówno uciszać, jak i wywoływać sztormy, precyzyjnie kontrolować wiatr albo poruszać chmury. Największą jednak pasją czarodzieja były badania nad przekleństwem Czarnego Słońca.
Zwój 4: Aktywne działania Rady Czarodziejów, w tym Stregobora, sprawiły, że zamordowano lub uwięziono w wieżach kilkadziesiąt panien z wielkich rodów, nawet królewskich. Według proroctw miały być one bowiem opętane przez demony, przeklęte i skażone przez Czarne Słońce, w cieniu którego przyszły na świat. Pisane im było „krwią wypełnić doliny rzek”. Pisane ­– ale nie dane.
Większość dziewcząt nikomu nie zawiniła, a krwią wypełniły jedynie laboratoryjne misy Stregobora.
Skrzynia: Członkowie Rady Czarodziejów pochwycili większość z księżniczek rzekomo dotkniętych przekleństwem Czarnego Słońca. Stregobor osobiście dokonał sekcji na wielu zmarłych w trakcie badań dziewczynek, a także jedną wiwisekcję… Nic z tego nie przyniosło spodziewanych rezultatów. U księżniczek wprawdzie wykryto pewne zmiany anatomiczne, lecz nic konkluzywnego: krwawiły jak ludzie, cierpiały jak ludzie i umierały też zupełnie jak ludzie. A jedna z nich, również bardzo po ludzku, nienawidziła Stregobora.
Renfri, księżniczka Creyden, zwana także Dzierzbą zdołała uciec Radzie. Latami żebrała, dawała się wykorzystywać, kłamała i kradła, żeby tylko przeżyć. Gdy zaś urosła w siłę, stając na czele własnej bandy, zaczęła szukać zemsty za wszelką cenę… I zapłaciła – najwyższą z możliwych. Była gotowa bowiem wyrżnąć całe miasto, byleby tylko dopaść Stregobora. Nie dopuścił zaś do tego pewien białowłosy wiedźmin, który wraz z pokonaniem bandy Dzierzby zyskał, jak na ironię, przydomek Rzeźnika z Blavikiem.
Tymczasem Stregobor, jak to z ludźmi jego pokroju bywa, uszedł bezkarny.

Lipiec: Sezon Gryfa Edytuj

Jerome Moreau Edytuj

Zwój 1: W roku 1087 pewien wiedźmin, uratowawszy profesora Tomasa Moreau, zażądał odeń w nagrodę tego, co naukowiec już miał, ale o czym jeszcze nie wiedział. Takim oto sposobem Jerome, syn Tomasa, stał się jednym z owianych legendą, zaklętych mocą przeznaczenia Dzieci Niespodzianek.
Zwój 2: Kilka lat później wiedźmin przybył po małego Jeroma i zabrał go do Szkoły Cechu Gryfa. Tam zaś chłopiec został poddany szkoleniu i mutacjom, które przeszedł niezwykle dobrze, wręcz łagodnie. W rezultacie nadal wyglądał jak zwykły człowiek, a po wyruszeniu na trakt to raczej uzbrojenie i medalion cechowy zdradzały jego fach – nie wiedźmińskie przemiany.
Zwój 3: Ze względu na swój wygląd i zachowanie Jerome cieszył się dużą, jak na wiedźmina, łatwością w kontaktach z ludźmi. Zleceniodawcy, a także przypadkowo napotkane osoby, zwykle odnosili się do niego bez większych uprzedzeń – niektórzy nawet nie orientowali się, że był mutantem.
Zwój 4: Niestety, łagodny przebieg mutacji miał się jeszcze w przewrotny sposób zemścić na wiedźminie. Profesor Moreau nie zapomniał bowiem o utraconym synu, który pozostawał pod skrytą obserwacją naukowca, a którego ludzkie cechy skłaniały do przypuszczeń, że przemianę można byłoby jeszcze odwrócić.
Skrzynia: Jerome zdawał sobie sprawę z obsesji ojca. Kiedy więc profesor Moreau zwabił go podstępem do Toussaint, wiedźmin zdecydował się położyć kres jego szaradzie. Dobrowolnie zapukał do ojcowskich drzwi, by postawić sprawę jasno. Od lat żył w zgodzie ze swym przeznaczeniem, nie czując złości czy żalu za przypisany mu los i nie chciał odwracać mutacji. Ale starszy Moreau nie słuchał i za pomocą zaklęcia paraliżującego uwięził syna, żeby przeprowadzić eksperymenty mające uczynić go na powrót człowiekiem.
Tych zmian Jerome nie przeszedł już łagodnie.
Wiele razy otarłszy się o śmierć, ulegał coraz głębszym mutacjom. Na skutek działań ojca i na przekór jego woli, coraz mniej przypominał człowieka. Aż ósmego dnia jesieni roku 1122 profesor Moreau zaprzestał dalszych prób. Uznawszy wreszcie swą porażkę w starciu z przeznaczeniem, wyłączył magiczną aparaturę, pozbierał notatki, a pozostałości nieudanych starań…
Spalił je. I nigdy nikomu się do tego nie przyznał.
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.